W podwarszawskich Pionkach na ternie zakładu produkującego proch odkryto około 900 ton niebezpiecznej, wybuchowej substancji. Cały czas trwa jej usuwanie, ale wciąż odkrywane są kolejne miejsca, w których składowana była nitroceluloza. Mieszkańcy boją się o życie, a samorząd prosi rząd o wsparcie.

Opuszczone budynki w Puszczy Kozienickiej to teren upadłego Pronitu. W 2005 roku miejscowy samorząd odkupił je od syndyka. Trzy lata temu odkryto tu nitrocelulozę, która składowana jest w ziemi. Teraz specjaliści zajmujący się jej usuwaniem, natrafili na kolejne składowiska. 

Mieszkańcy mają świadomość zagrożenia. Dobrze wiedzą, że w Poronicie produkowano również amunicje i proch strzelniczy. Kilka lat temu, od wybuchów na tym terenie zginęło dwóch mężczyzn. Kompleks dawnego Pronitu liczy ponad 500 hektarów. Mieszkańcy domagają się usunięcia niebezpiecznych materiałów. 

Na utylizację niebezpiecznej substancji, Pionki dostały prawie 10 milionów złotych dotacji z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska co stanowi 80 procent całkowitych kosztów. Resztę wykłada samorząd, dlatego miasto liczy na rządowe wsparcie. Jak zapewnia burmistrz Pionek Romuald Zawodnik - będę występował ponownie  do rządu o uruchomienie rezerwy z budżetu państwa na sfinansowanie wkładu własnego miasta gminy Pionki. 

Sprawę składowisk nitrocelulozy badała prokuratura, ale śledczym nie udało się ustalić, kto jest odpowiedzialny za zgromadzenie niebezpiecznych materiałów na terenie upadłej 18 lat temu fabryki.