Kajtek był jednym z najbardziej znanych bocianów w Polsce, pupilem ekologów i miłośników przyrody. Ptak wyruszył do Afryki z przymocowanym lokalizatorem GPS, jednak nie powrócił na sezon letni do Polski. Zamiast bociana, mazowieccy ekolodzy zobaczyli gigantyczny rachunek telefoniczny.

W kwietniu ubiegłego roku naukowcy organizacji przyrodniczej Grupa EkoLogiczna umieścili na grzbiecie Kajtka nadajnik GPS. Geolokalizator działający dzięki umieszczonej w nim karcie sim umożliwiał podglądanie ptaka na wirtualnej mapie. Z nadejściem jesieni ptak wyruszył w drogę do Afryki, a jego wędrówkę nad Europą obserwowali naukowcy jak i zwykli miłośnicy przyrody.

Pierwszy etap drogi bociana do Polski z Afryki przebiegał bez problemów i nie zwiastował niczego złego. Kajtek dotarł do doliny Nilu Błekitnego w Sudanie, której jednak nie opuścił. Do 26 kwietnia , zgodnie z sygnałami z nadajnika, ptak poruszał się w promieniu 25 kilometrów wracając ciągle w to samo miejsce. Początkowo nie wzbudzało to większych zastrzeżeń naukowców, jednak w końcu sygnał geolokalizatora zamilkł, a ptak nie pojawił się w swoim gnieździe nad Wisłą.

10 tysięcy złotych rachunku

Gdy słuch o Kajtku zaginął, wywołało to smutek u wszystkich śledzących jego podróż. Jednak prawdziwe zaskoczenie pojawiło się wtedy, kiedy operator obsługujący kartę sim z nadajnika GPS wysłał rachunek do przedstawicieli Grupy EkoLogicznej, opiewający na kwotę - bagatela - 10 tysięcy złotych. Wszystko wskazuje na to, że karta została wyjęta z geolokalizatora, a z bilingów wynika, że ktoś wydzwonił przy jej użyciu blisko 20 godzin. 

Numer został zablokowany, a ekolodzy złożyli już skargę i reklamację w tej sprawie. 

Niestety specjaliści podejrzewają, że bocian został zabity przez kłusowników. Gdyby ptak zgubił nadajnik, to najprawdopodobniej trafiłby do Polski. Ponadto, jak dodają naukowcy, rachunek telefoniczny to nie przypadek: trzeba wiedzieć, że w nadajniku znajduje się karta sim, której można użyć w telefonie komórkowym. 

dad